Boho w bloku: jak zrobić przytulne wnętrze na 35 metrach
Oświetlenie w bloku to osobna historia. Nie lubię zimnego, jarzeniowego blasku. Postawiłam na kilka źródeł światła: lampę podłogową z abażurem z tkaniny, kinkiet nad sofą i taśmę LED pod szafkami. Każde z nich daje ciepłe, rozproszone światło, które optycznie powiększa wnętrze. Wieczorem zapalam tylko lampę podłogową i od razu robi się nastrojowo. Unikam też wiszących żyrandoli, bo zabierają wizualnie wysokość pomieszczenia. Zamiast tego wybrałam płaskie plafony, które wtapiają się w sufit.
W sypialni, gdzie stoi kanapa z funkcją spania dla gości, postawiłam na stonowany odcień szarości. Ściany pomalowałam w poziomie, by optycznie poszerzyć wąskie pomieszczenie. To trik, który sprawdza się w korytarzach. Pamiętaj, że farba kryje różnie. Tania potrafi wymagać trzech warstw, a dobrej wystarczą dwie. Przed zakupem sprawdź wydajność na metr kwadratowy. Ja zawsze kupuję o litr więcej na poprawki.
W przedpokoju zmieściłam wąską szafę z drzwiami przesuwnymi, ale to nie wystarczyło na buty. Znalazłam rozwiązanie w postaci wersalki z szufladą na obuwie, która stoi pod oknem. Wersalka ma 10 cm materac piankowy, a pod spodem mieszczą się wszystkie sezonowe buty. Wieszaki na kurtki zamontowałam na wysokości wzroku, a nad nimi półkę na czapki i szaliki. Klucze i portfel lądują w miseczce na komodzie, która ma tylko 30 cm głębokości. Każdy przedmiot ma swoje miejsce, a ja nie tracę czasu na szukanie. W małym mieszkaniu bałagan widać od razu, więc porządek to podstawa.
Oświetlenie w boho to osobna historia. Porzuciłam górne światło na rzecz kilku lamp stojących i wiszących. W salonie wisi żyrandol z bambusa, który rzuca cienie na sufit. Obok stoi lampa z abażurem z trawy morskiej, a na komodzie pali się świeca w szklanym kloszu. Wieczorem całe mieszkanie tonie w ciepłym, żółtym świetle. To działa uspokajająco, zwłaszcza po ciężkim dniu. Próbowałam też lampek LED z regulacją barwy, ale one nie dają tego samego klimatu. W boho chodzi o naturalność, nawet w sztucznym świetle. Dlatego wybieram żarówki o ciepłej barwie, około 2700 Kelvinóergonomia w kuchni. I unikam zimnych, białych promieni, które zabijają atmosferę.
Ostatnim akcentem były rośliny. Mam ich kilkanaście, od monstory po paprocie. Stoją na podłodze, na półkach, wiszą w makramach pod sufitem. Podlewam je raz w tygodniu, ale sprawdzam wilgotność palcem. Wnętrza w stylu boho bez zieleni tracą duszę. Rośliny oczyszczają powietrze i dodają życia. Nawet w małym mieszkaniu znajdzie się kąt dla sansewierii albo zamiokulkasa. Mój fikus sprzedałam, bo urósł za bardzo i zasłaniał okno. Zastąpiłam go mniejszym, skrzydłokwiatem. I tak, wiem, że niektóre rośliny są kapryśne, ale warto próbować. Nawet jeśli zdarzy się jakaś ofiara, to zawsze można kupić nową. Najważniejsze, żeby nie rezygnować z tego zielonego szaleństwa.
Zaczęłam od podłogi, bo gołe panele w chłodnym odcieniu dębu psuły cały klimat. Położyłam na nich gruby, wełniany dywan w etniczne wzory, który kupiłam na targu staroci. Ma 2 na 3 metry i od razu zmiękczył przestrzeń. Na to rzuciłam kilka poduszek w różnych rozmiarach – jedna z frędzlami, druga w geometryczne desenie. I wtedy pojawił się problem: brakowało miejsca, żeby usiąść z gośćmi. Na co dzień wystarczyła mi sofa, ale gdy wpadała rodzina, zaczynało się lawirowanie między pufami. Zdecydowałam się na kanapę z funkcją spania, która ma tapicerka welurowa w kolorze butelkowej zieleni. Welur świetnie komponuje się z bawełnianymi pledami, a dodatkowo jest łatwy w czyszczeniu. Gdy ktoś zostaje na noc, rozkładam ją jednym ruchem, a mechanizm DL działa bez problemu. Od razu zrobiło się wygodniej, In case you adored this article and you would like to receive guidance about kliknij następujący wpis kindly pay a visit to our web-page. choć przyznaję, że na początku bałam się, że welur będzie się elektryzował. Nic z tych rzeczy.
Tapicerka welurowa ramy łóżka to był mój kaprys, ale okazał się praktyczny. Welur nie mechaci się tak jak len, a przy okazji dodaje wnętrzu miękkości. Wybrałam kolor ciemny grafit, bo na balkonie szybko widać kurz z ulicy. Na jasnej tkaninie plamy z pyłków byłyby widoczne od razu. Welur czyści się wilgotną szmatką z mikrofibry i po pięciu minutach wygląda jak nowy. Do tego sprawdza się w wilgotnym powietrzu, nie pleśnieje tak łatwo jak bawełna. Poduszki siedziska też obszyłam welurem, ale z odpinanymi pokrowcami. Gdy goście przyjeżdżają z psem, po prostu zdejmuję pokrowce i wrzucam do pralki.
Kolejna rzecz, która uratowała mój mały salon, to kanapa z funkcją spania. Długo szukałam modelu, który nie wygląda jak typowa tapczanowa wypożyczalnia. Znalazłam w końcu wersalkę z tapicerką welurową w kolorze musztardowym – miękką, łatwą do czyszczenia i taką, która po rozłożeniu daje prawdziwe 160 cm szerokości. Do tego materac piankowy o grubości 16 cm na stelazu listwowym, który nie ugina się po tygodniu użytkowania. Goście chwalą, że śpi się lepiej niż na niektórych hotelowych łóżkach. A ja mam spokój, bo nie muszę co weekend przerzucać stosów pościeli z kanapy na fotel.