Płytki łazienkowe – jak wybrać i nie zwariować przy małym metrażu

De Transcrire-Wiki
Aller à la navigation Aller à la recherche


Kiedy remont łazienki staje się faktem, pierwsza myśl to zazwyczaj płytki łazienkowe. I słusznie, bo to one nadają ton całemu wnętrzu. Sama przerabiałam to kilka razy – najpierw w swoim mieszkaniu, potem u znajomych. I za każdym razem okazywało się, że wybór jest o wiele bardziej skomplikowany niż mogłoby się wydawać. Nie chodzi tylko o kolor czy wzór, ale o praktyczne aspekty, które wychodzą dopiero po montażu. Na przykład to, jak szybko osadza się kamień na błyszczącej powierzchni albo jak trudno utrzymać czystość na fakturowanych płytkach w strefie prysznica. Dlatego zanim rzucisz się w wir zakupów, usiądź z kawą i przemyśl kilka kluczowych spraw.



Mała łazienka to wyzwanie, które zna każdy, kto mieszka w bloku z wielkiej płyty. I tutaj płytki łazienkowe mogą zdziałać cuda albo totalnie zepsuć efekt. Pamiętam, jak u siebie położyłam duże formaty 60x60 w jasnym beżu – optycznie powiększyły przestrzeń, a do tego mniej fug oznacza mniej szorowania. Z kolei u siostry, która ma łazienkę 3 metry kwadratowe, sprawdziły się płytki imitujące beton w odcieniu szarości. Unikaj za wszelką cenę małych mozaik na całej ścianie – wyglądają jak pralnia z lat 90. i wizualnie dzielą pomieszczenie. Lepiej postaw na jeden rodzaj płytki na podłogę i ściany, ale w różnych odcieniach.



Kwestia materiału to kolejna rzecz, o którą warto zahaczyć. Gres szkliwiony to mój numer jeden – jest twardszy niż zwykła ceramika, lepiej znosi upadki butelek z olejkami i nie chłonie wilgoci. Do tego łatwo go ciąć, co docenisz, gdy przyjdzie układać płytki wokół rur. Z kolei gres nieszkliwiony, choć modny, bywa zdradliwy – na podłodze bez ogrzewania bywa zimny, a w strefie mokrej potrafi być śliski, zwłaszcza gdy woda zmiesza się z mydłem. Jeśli masz małe dzieci lub starszych domowników, postaw na płytki z klasą antypoślizgowości R10 lub R11. Ja wybrałam R10 do łazienki i do tej pory nikt się nie poślizgnął.



Kolorystyka to pole do popisu, ale łatwo tu przesadzić. Biel jest bezpieczna, ale po dwóch latach użytkowania widać na niej każdą rysę i zaciek. U mnie sprawdziły się płytki w odcieniu złamanej bieli połyskiem – mniej widać osad, a nadal jest jasno. Jeśli marzy ci się coś odważniejszego, postaw na jeden akcent, na przykład pas płytek z geometrycznym wzorem nad umywalką. Unikaj jednak jaskrawych kolorów na dużych powierzchniach – w małej łazience działają przytłaczająco. Pamiętaj też, że płytki łazienkowe w odcieniach ziemi, jak terakota czy piaskowiec, świetnie komponują się z drewnianymi dodatkami, ale wymagają starannego doboru fugi.



Fugi, czyli to, o czym wszyscy zapominają do momentu pierwszego mycia podłogi. Szerokie fugi wyglądają ładnie na zdjęciach, ale w praktyce zbierają brud i pleśń. Dlatego przy płytkach łazienkowych zawsze wybieram fugę epoksydową – jest droższa, ale nie chłonie wilgoci i nie żółknie. Użyłam jej w swojej łazience i po trzech latach wygląda jak nowa. Do tego kolor fugi ma znaczenie – ciemna fuga na jasnych płytkach podkreśla wzór, ale uwydatnia nierówności. Jasna fuga na ciemnych płytkach daje efekt jednolitej powierzchni, ale szybciej się brudzi. Złoty środek to fuga o ton jaśniejsza od płytki.



Montaż to osobna historia. Nawet najpiękniejsze płytki łazienkowe nie uratują sytuacji, jeśli ułożysz je krzywo. Dlatego zawsze zatrudniam sprawdzonego glazurnika, który pracuje z poziomnicą laserową. U siebie poprosiłam o układanie w cegiełkę, co optycznie wydłużyło ściany. Unikaj układania płytek w proste rzędy w małym pomieszczeniu – to podkreśla każdą krzywiznę ściany. Pamiętaj też o dylatacjach przy drzwiach i w narożnikach – pęknięcia po roku to koszmar. I nie oszczędzaj na kleju – elastyczny klej do płytek gresowych to podstawa, zwłaszcza jeśli masz ogrzewanie podłogowe.



Ostatnia rada, którą sama dostałam od znajomej architektki: zawsze kupuj płytki z zapasem. Przy standardowym metrażu 15% więcej to minimum, ale ja biorę 20%. Bo w trakcie cięcia zawsze coś pęknie, a dokupienie partii z innej serii to loteria – odcień może się różnić. U mnie zdarzyło się, że jedna paczka miała inny kaliber, więc przy układaniu trzeba było kombinować z fugami. Dlatego lepiej od razu mieć kilka płytek w zapasie, niż potem nerwowo szukać w internecie. Płytki łazienkowe to inwestycja na lata, więc warto zrobić to raz, a dobrze.